Patrycja Meksa

To ja zacznę tak samo jak w zeszłym roku. Ponieważ w 2017 r. dokonałam w triathlonie wszystkiego, co sobie wymyśliłam zaczynając przygodę z tą dyscypliną , a nawet wcześniej (ukończenie Triathlonu Karkonoskiego), więc nie bardzo wiedziałam co ze sobą zrobić w 2018 r. Odkryłam wtedy, że bieganie jest przereklamowane i postanowiłam zostać kolarką torową, przynajmniej tak trochę. Ale jako że lubię wyzwania, młodsza już nie będę i zasadniczo nie ma na co czekać, to jeszcze w 2018 narodziła się w mojej głowie całkiem poważna myśl o zmierzeniu się z triathlonem na dystansie pełnym. And now it is official: będę robić Ajrona!

Dałam sobie 2 lata na przygotowanie się do startu. Moim celem nie jest samo ukończenie zawodów w regulaminowym limicie czasu, chcę to zrobić jak najlepiej, żeby wstydu nie było. Co zatem robiłam w 2019? Musiałam przewartościować zajęcia sportowe i skupić się tylko na tych, które doprowadzą mnie do celu we wrześniu 2020 r. Jeszcze w tym roku trochę się wygłupiałam, ale w przyszłym to już tylko wszystko na poważnie. Co jeszcze? Cały czas uczę się biegać, zaprzyjaźniam się z żelazem i przy objętościach treningowych 12 godz/tyg. (biorąc pod uwagę wszystkie jednostki treningowe) powoli staję się mistrzem logistyki. Albo Tamagochi – tylko trenować, pracować, spać (pozdro dla kumatych ;-). Tak, czasami mnie to ciągłe zamieszanie męczy i czasami zmęczenie zabija motywację i muszę jej szukać na nowo. Noale, nikt nigdy nie mówił, że będzie łatwo. I nikt mnie przecież do robienia tego Ajrona nie zmusza. Za to w październiku 2019 minęło 5 lat odkąd poszłam na pierwszą lekcję nauki pływania kraulem, a w kwietniu minie też 5 lat od mojego pierwszego maratonu. I to są takie fajne rocznice, pokazują gdzie byłam, ile zrobiłam, gdzie jestem. Zobaczymy gdzie będę za rok.

Piotr Szymczak

Mijający rok miał dla mnie słodko gorzki posmak. Dopadł mnie przysłowiowy leń i apatia sportowa. Niby coś tam trenowałem, niby coś tam startowałem, ale bez solidnego treningu trudno oczekiwać poprawy wyników.  Większość startów robiłem „na zaliczenie”. Jedynym jasnym punktem w moim tratlonowym roku był start w Bydgoszczy. Fajne pływanie, nienajgorsze, jak na moją formę bieganie. Trochę szkoda roweru, bo to zawsze była moja mocna strona, ale tak jak pisałem wyżej – bez zap…nia, nie ma wygrywania…

Druga część roku, stała pod znakiem, od dawna wymarzonego i wyczekiwanego udziału w maratonie nowojorskim. Tych osiem dni w Wielkim Jabłku, przebiegnięcie 42km wraz z pięćdziesięcioma sześcioma tysiącami biegaczy z całego świata, podładowało moje akumulatory i pozwala wkroczyć w przygotowania do nowego sezonu z dużym animuszem.

2020 to będzie dla mnie rok, w którym więcej zainwestuję w siebie – swój rozwój, a nie w sprzęt. Treningi pod okiem profesjonalisty, dieta czy wizyty u fizjo, to były dla mnie do niedawna zbędne kwestie. W głowie się nareszcie ułożyło, neurony złapały kontakt z bazą, więc nadchodzący rok będzie rokiem mądrości. 🙂 Najlepsza inwestycja, to inwestycja w siebie – oby!

Dla całej sportowej braci, ode mnie najlepsze życzenia. Bądźcie zdrowi, dążcie do realizacji marzeń, nie tracąc przy tym trzeźwego spojrzenia na priorytety. Ognia Panie i Panowie w nadchodzącym roku!