Kiedy wstałem rano i zobaczyłem, że pogoda nie sprzyja, to już miałem ochotę odpuścić. To jest to, o czym mówił też Kuba Kimmer – człowiek ponad pół roku czekał na możliwość startu, a jak mu wreszcie ktoś zorganizował zawody i to pod samym nosem, to chce odpuścić “bo chłodek”.

Mało kto chyba, z wyjątkiem samego organizatora, który powtarzał, że “jak się coś bardzo chce, to można”, wierzył w szansę odbycia się imprezy. Tower Triathlon Bolesławiec zadziwił jednak wszystkich i wystartował 31 maja, piąty rok z rzędu!

Mimo, że za namową Werki i Matiego zebrałem się jednak z łóżka, to nadal nie do końca przekonywała mnie wizja pływania w lodowatej wodzie. Obiecałem sobie, że jeśli będzie poniżej 15°C to robię duathlon. Na moje (nie)szczęście poranny pomiar wskazał dokładnie 15 stopni! Musiałem płynąć.

Wcisnąłem się w dziurawą już piankę, naciągnąłem na głowę 2 czepki i ustawiłem się na linii startu. Odliczanie od dziesięciu to było zdecydowanie za mało, aby przygotować się psychicznie na zetknięcie z zimną taflą.

Aby jeszcze bardziej oddalić ten nieprzyjemny moment, zamiast motylka zdecydowałem się na dobiegnięcie tak daleko, jak tylko się dało. Był to jedyny moment zawodów, kiedy scigaliśmy się z delfinkującym Matim łeb w łeb. 😀

Ostatecznie jednak musiałem rzucić się w wir pralki, przeżywając przy tym szok termiczny. Najpierw postarałem się uspokoić oddech, a następnie powolutku, z każdym krokiem coraz bardziej przyzwyczajałem się do niesprzyjającej temperatury wody.

Już w okolicach mostu, czyli po jakichś dwustu metrach czułem się nawet całkiem komfortowo.

750 metrów dla kogoś kto w tym roku przepłynął może łącznie 3 km na treningach u Ludwika to zdecydowanie za dużo. Zajęło mi to tak długo, że dosłownie zacząłem się nudzić! 😀

Na wyjściu z wody zegar pokazał dokładnie 150% mojego czasu pływania sprzed dwóch lat. Okazało się to potem mieć przełożenie na całe zawody, które ukończyłem w czasie 1:29:46 (wobec 1:01:11 z roku 2018).

W strefie zmian nie chciałem się zbytnio eksploatować, dlatego wykonałem ją bardzo spokojnie. Rower z kolei od samego początku był walką z podjazdami i przednim wiatrem, więc szybko odczułem skutki kumulującego się zmęczenia. Nie udało mi się też dowieźć do jego konta wysokiej 14-tej lokaty, którą zajmowałem po pływaniu. Spotkałem za to po drodze trenującą Werkę i wykrzyczałem Matiemu, żeby zapie…rniczał, bo jest trzeci z facetów. 😀

Ku mojemu zaskoczeniu cały czas za mną znajdowała się jedna z czołowych triathlonistek w województwie – Beata Światłowska. Przeszło mi nawet przez myśl, że może utrzymam przewagę do samej mety, Beata jednak skutecznie wybiła mi ją z głowy na 2 kilometry przed metą, mijając mnie jak przysłowiowy “wóz z gnojem”. 😀 Okazało się, ze podobna przygoda spotkała Matiego, który towarzyszył mi na ostatniej rundzie w ramach swojego roztruchtania. Poniżej kilometra przed metą wyprzedził go Paweł Bułeczka wskakując tym samym jego kosztem na najniższy stopień podium. Zwyciężył Kuba Kimmer przed Tomaszem Brettem, a ja “dobiegłem” do mety zawrotnym tempem 5:45 min/km, na całkiem satysfakcjonującej mnie 19-tej lokacie!  Tuż przede mną Beata, najwyżej z województwa, ale na najmniej lubianym przez sportowca – 4-tym miejscu.

Tower Triathlon Bolesławiec, 31.05.2020
dystans: sprint (750m-20km-5km)

Mężczyźni:

1. Jakub Kimmer – 1:02:55
2. Tomasz Brett – 1:07:29
3. Paweł Bułeczka – 1:07:32

Kobiety:

1. Natalia Krawczyk – 1:05:17
2. Natalia Rypel – 1:07:51
3. Monika Wojciechowska – 1:24:43

W zawodach wystartowało 26-ciu mężczyzn, 6 kobiet oraz jedna sztafeta. Kolejna okazja do startu w Bolesławcu już 26 lipca, kiedy to Sebastian Gwiazdowski zorganizuje zawody na dystansie pół ironmana oraz 538 (500m/30km/8km). Zapisy już wystartowały a zapisać można się pod poniższym linkiem:

https://foxter-sport.pl/tower-triathlon-538-12-im-2020