Triathlon Łódź: Cześć Rafał, dziękuję, że zgodziłeś się na rozmowę z nami! Mam nadzieję, że przybliży ona Twoją sylwetkę naszym czytelnikom! Na początek prosiłbym, abyś krótko się przedstawił.

Rafał Piekarski: Witam wszystkich, rozmowa z wami jest dla mnie wyróżnieniem. Jeśli chodzi o mnie to: trenuje, jem, uczę się, trenuje, pracuje, śpię i od nowa.


TŁ: Jak sam twierdzisz, miniony sezon był Twoim trzecim w karierze, ja jednak dokopałem się do wyników Triathlonu w Przykonie z 2015 roku. Zająłeś tam czwarte miejsce open ze świetnym 
czasem poniżej 1:07 na sprincie. To był Twój debiut? Co skłoniło Cię do spróbowania triathlonu i jak wspominasz te zawody?

RP: Debiut miałem 2 tygodnie wcześniej w Bolesławcu na Tower Triathlon, były to moje pierwsze zawody triathlonowe, a już wpadło 3 msc OPEN. A Przykona, kiedy to było… Miło sobie to 
przypomnieć. Trenowałem wtedy jeszcze w liceum biegi górskie w klubie OPOCZNO SPORT TEAM. Do Przykony i Bolesławca pojechałem bez żadnego przygotowania triathlonowego. Po maturze chciałem 
gdzieś wyskoczyć spróbować czegoś nowego. Przed tymi zawodami nigdy wcześniej nie miałem treningu kolarskiego. Czysty FUN. Później studia i półroczna przerwa od sportu…

TŁ: Co w takim razie spowodowało, że zdecydowałeś się wrócić?

RP: Sport dla mnie nie jest zawodem, a hobby. Trenowałem regularnie po 3-4 razy w tygodniu od 3 podstawówki. To sport w dużej mierze ukształtował mój charakter. Po półrocznej przerwie wziąłem udział w 
biegu sylwestrowym i to był punkt zwrotny. Ledwo dobiegłem do mety. Zmęczony, z beznadziejnym czasem, jakieś 42 min na 10 km. Kiedy trenujesz, myślisz sobie ile pożytecznych rzeczy mógłbyś robić w 
tym czasie, a kiedy przestajesz trenować okazuje się, że wcale ich nie robimy. To sport napędza mnie do działania i wtedy sobie to uświadomiłem. Następnie przygotowałem się do Półmaratonu Warszawskiego w 
2016 roku, pobiegłem 1:19:18 h. I postanowiłem, że będę trenować dalej. To była moja, świadoma decyzja. W wakacje uświadomiłem sobie, że potrzebuje trenera. Od października 2016 trenuje mnie Kuba Woźniak i 
dopiero wtedy zobaczyłem co to znaczy trenować.

TŁ: Jesteś chyba najlepszym przykładem na to, że sumienna i systematyczna praca „po cichu” przynosi największe rezultaty. Obserwując przebieg Twojej kariery widać wyraźne, sukcesywne postępy. Jaki jest Twój sposób na to, aby niemal dosłownie ze startu na start ciągle się poprawiać? 
Trenujesz samotnie, czy raczej w grupie? Kto odpowiada za Twój plan treningowy?

RP: Nigdy od sportu niczego nie oczekiwałem. To co mam, dostałem w zamian za wykonaną pracę, ale nie można od sportu wymagać. Lubię to co robię z nadzieją, że doprowadzi mnie to do 
czegoś satysfakcjonującego, a po drodze wiele się nauczę. Nie jest zawsze tak, że ze startu na start jest coraz lepiej, miewam słabsze zawody po których wsiadam w samochód i wracam do domu :-). 
Kolarstwo i bieg trenuję samotnie, mam wtedy czas na przemyślenia po co to robię. Jeśli chodzi o pływanie, trochę się nauczyłem za dzieciaka, aktualnie od tego sezonu trenuje w klubie uczniowskim 
UKS MANTA 4 razy w tygodniu o 6 rano. Moim trenerem jest niezastąpiony Kuba Woźniak z Krakowa i to on od 2 lat dba o moje przygotowanie.

TŁ: Wspomniałem o pracy „po cichu”. Chyba niewiele się pomylę twierdząc, że jeszcze w sierpniu 2017 mało kto w województwie o Tobie słyszał. Nawet jeśli odnosiłeś spore sukcesy, to raczej nie było o nich głośno. Czy taki był Twój plan, aby ”w ukryciu” doszlifować diament i zaskoczyć 
wszystkich w 2018 odpalając prawdziwą „petardę”?

RP: Prawdziwa „petarda” dopiero będzie. Z roku na rok poprawiam się i to mnie cieszy. Mam kilka celów, do których dążę. Trenuje „po cichu”, bo to najlepszy sposób na progres, a jak dochodzi 
do tego wynik to jest cudownie.


TŁ: Pierwszy raz mocno dałeś o sobie znać podczas Triathlon Stryków 2017. Zająłeś wtedy drugie miejsce open przegrywając tylko z Kubą Kimmerem. Zostałeś też wicemistrzem Województwa Łódzkiego. Czy już wtedy wiedziałeś, że rok 2018 będzie należał do Ciebie?

RP: Pozdrawiamy Kubę :-). Był to dystans 1⁄4 IM, który mi nie odpowiada, za długi 😀 zawsze na biegu mnie „ścina” i nie idzie według planu. Jedyne o czym wtedy myślałem to porządne 
roztrenowanie, a każdy kolejny sezon zawsze jest zagadką.

TŁ: O tym, że w 2018 roku to Ty rozdawałeś karty nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Mistrzostwo Polski M18 w Suszu, wygrana w Skarżysku Kamiennej, 5-te miejsce open na sprincie IRONMAN w Gdyni, 2 miejsca na zakończenie sezonu w Kraśniku i Chęcinach. Czy to był sezon 
marzeń? Zrealizowałeś wszystkie swoje cele na ten rok? Co uważasz za swój największy sukces?

RP: Moim celem nie jest wygranie swojej kategorii wiekowej w Suszu, to przy okazji, ale zwycięstwo OPEN. Wygrana w Skarżysku Kamiennej to najpiękniejszy moment sezonu. W Chęcinach przegrałem tylko ze swoim trenerem. W Kraśniku zawsze będę drugi, póki nie poprawię pływania 😀

TŁ: Policzyłem. W 2018 roku od Sierakowa do Strykowa miałeś tylko 5(!) wolnych weekendów. Jak Twój, ciągle przecież jeszcze młody organizm znosi takie obciążenie treningowe i startowe?

RP: Miałem jeszcze wtedy 2 wesela, więc tak naprawdę były tylko 3 weekendy wolne. Połowę startów traktuję jako trening. Zawody to najlepszy trening.

TŁ: Muszę o to zapytać! 😀 Podczas Mistrzostw Polski w sprincie w Suszu na jakieś 3 kilometry przed metą byłem niemal pewny, że uplasuję się najwyżej z Województwa Łódzkiego. Wtedy nagle minęła mnie z prędkością światła seledynowa rakieta, którą później okazałeś się być Ty. 16:31 na 5 
km w triathlonie! Biegasz piekielnie szybko! Czy to Twoja ulubiona dyscyplina? Poświęcasz na nią więcej czasu niż na pozostałe?

RP: Biegam 4 razy w tygodniu, wychodzi około 60 km. W liceum trenowałem biegi górskie z Jackiem Wojtarkiem i to bieganie po górach pokazało mi piękno sportu. W Suszu musiała być trasa 
trochę niedomierzona. 16:31 nie pobiegnę na 5 km po pływaniu i rowerze, ale 17:10 mogło być do zrobienia.

TŁ: Wiemy już o bieganiu, a jak pozostałe dyscypliny? Czy masz swoją najmniej ulubioną, czy raczej w każdej czujesz się jak „ryba w wodzie”?

RP: Nie lubię jeździć na trenażerze. Nie umiem wymienić dyscypliny, którą lubię najbardziej, każda jest spojrzeniem na świat z innej perspektywy.

TŁ: Również w 2018 roku pojawił się na Facebooku nowy fanpage – Triathlon od kuchni. Co spowodowało, że zdecydowałeś się go założyć? Jak odnajdujesz się w nowej roli blogera? Czy zauważyłeś, że odkąd zacząłeś się dzielić swoimi triathlonowymi przygodami w Internecie, Twoja 
rozpoznawalność w „realnym świecie” wzrosła?

RP: Nie patrzę na rozpoznawalność, robię swoje. Jeśli chodzi o relacje sportowe to mam wiele do nadrobienia, z polskiego miałem 3 😀 Jest on pomocny w pozyskaniu drobnych sponsorów, a także 
pakietów startowych.

TŁ: Specjalizujesz się głównie w sprintach, choć w tym roku parę razy mogliśmy Cię oglądać na dwukrotnie dłuższym dystansie. Czy masz w planach stopniowe „wydłużanie się”. Sądzisz, że jest 
szansa, abyśmy kiedyś byli świadkami wielkiego opoczyńskiego starcia na dystansie 1/2 z Twoim klubowym kolegą Bartoszem Olejnikiem?

RP: Mam nadzieję, że kiedyś się pościgamy na 1⁄2 IM. Jestem zdania, że póki zawodnik robi progres powinien jak najdłużej siedzieć na krótkich dystansach. Na 100% spróbuję kiedyś pełny 
dystans Iron Man, ale nie jestem w stanie sprecyzować kiedy.

TŁ: Skoro już o Bartku mowa – jak oceniasz Wasz wzajemny wpływ na siebie? Czy fakt, że dwójka tak dobrych zawodników pochodzi z jednego miasta i dodatkowo reprezentuje ten sam klub – HUROM TRI TEAM wpływa na Was motywująco i  zajemnie się wspieracie, czy raczej występuje 
pomiędzy Wami cicha rywalizacja?

RP: Nie jesteśmy dla siebie rywalami, chociaż jak wspomniałeś po cichu zawsze jest ta nutka rywalizacji. Ja trenuję krótkie dystanse, a Bartek jest „długasem”, ciężko nas porównać.


TŁ: To na koniec jeszcze ostatnie pytanie o Twoje triathlonowe cele, zarówno te na przyszły sezon, jak i długoterminowe. Gdzie i kiedy znów usłyszymy o Rafale Piekarskim?

RP: Celem nr 1 jest zwycięstwo MP w Suszu Age Group OPEN, nie spocznę póki tego nie zrobię. Z tyłu głowy chodzi mi przepłynięcie Zatoki Puckiej z Gdyni na Hel i to może już w 2020 roku. 
Później może kanał La Manche, ale to na razie abstrakcja.

TŁ: Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę samych wspaniałych wyników w przyszłości izrealizowania wszystkich celów!

RP: Również dziękuję. Cieszę się że mogliśmy porozmawiać. Ze sportowym pozdrowieniem

PIONA!

FOTO: maratomania.pl, www.facebook.com/RAWaAlternaTiveShoT, www.facebook.com/piekarskirafal96