Bartosz Olejnik, lat 25

Klub: HUROM TRI TEAM

Najważniejszą imprezą sezonu były dla mnie bez wątpienia Mistrzostwa Świata IRONMAN 70.3 Nelson Mandela Bay, do których przygotowania rozpocząłem już wczesną zimą. W ciągu tego roku wszystko kręciło się na dobrą sprawę wokół wyjazdu. Oprócz ciężkiego treningu musiałem również zadbać o aspekt finansowy przedsięwzięcia, aby móc w ogóle myśleć o starcie w Afryce. Dzięki wsparciu ze strony Akademii Górniczo-Hutniczej, kilku sponsorów oraz udanej kampanii crowfundingowej udało się dopiąć swego i 2 września mogłem stanąć na starcie. Możliwość reprezentowania Polski z orłem na piersi i to w roku gdy obchodzimy rocznicę 100-lecia  odzyskania niepodległości była dla mnie prawdzimym zaszczytem i powodem do dumy. Z całą pewnością zawody w RPA zostaną w mej pamięci na zawsze. 

Za najlepszy start sezonu muszę jednak uznać mój debiut na dystansie pełnego ironmana, na który porwałem się z lekką nutą szaleństwa. W przeciągu niespełna dwóch tygodni wykonałem kurs Warszawa – Port-Elizabeth – Warszawa, startując w jedną niedziele na Mistrzostwach Świata, natomiast już tydzień później meldując się na pełnym dystansie w Malborku. Nie do końca rozsądna decyzja wymuszona była napiętym kalendarzem i inny termin startu na pełnym dystansie nie wchodził w grę, a szkoda było mi zaprzepaścić moją ciężką pracę z całego okresu przygotowawczego. Do startu podszedłem bardzo spokojnie bez ciśnienia na ściganie. Chciałem po prostu poczuć ten dystans i bez ścigania na spokojnie go ukończyć. Cały wyścig to pełna kontrola nad tempem oraz realizacja strategii żywieniowej, która sprawdziła się w 100%. Największym zdziwieniem był dla mnie bieg. Po 180 km na rowerze bieg nie sprawiał mi żadnych problemów. Rozpocząłem zdecydowanie za szybko jednak wiedziałem, że jakim tempem bym nie biegł ok. 30 km zacznie się umieranie. Tak też się stało i z ostatnich kilometrów niewiele pamiętam, a do mety dotarłem naprawdę siłą woli, padając tuż za linią mety jak długi. 

Udział w Mistrzostwach Świata oraz ukończenie pełnego ironmana dają mi poczucie sportowego spełnienia i kończą pewien etap w moim życiu.

Rafał Piekarski, lat 22

Klub: HUROM TRI TEAM

Miniony sezon startowy 2018 był dla mnie 3 sezonem triathlonowym i 2 pod okiem trenera Jakuba Woźniaka. 12 startów w 4 miesiące to naprawdę dużo. Sezon, który minął zdecydowanie oddał treningi, które wykonywałem w zimę przy -10 stopniach. Było kilka niedociągnięć, kilka pechowych zdarzeń co nie napawało mnie do dalszej pracy i mógłbym się o nich rozpisać, ale nie będę tego robił. Takie rzeczy trzeba rozbiegać i zapomnieć.

Do największych sukcesów sezonu 2018 zaliczam:

– 1 miejsce OPEN na III Triathlonie Świętokrzyskim na dystansie SPRINT. Nie chcę niczego porównywać ale uważam, że są to jedne z najlepiej zorganizowanych imprez w Polsce. Pierwszy raz w życiu triumfowałem na zawodach w kategorii OPEN, każdemu życzę takiego powitania na mecie jakie miałem podczas III Triathlon Świętokrzyski, szampan, bukiet kwiatów, uściśnięcia dłoni, zdjęcia, wywiady. Mówią, że facet pierwszy raz dostaje kwiaty na pogrzeb, ja dostałem je troszkę wcześniej i już wiem czemu kobiety tak lubią je dostawać, trochę z przekąsem ale mówię wam panowie – to naprawdę fajne uczucie!

– 5 miejsce OPEN na Enea Triathlon Gdynia 2018 na dystansie SPRINT. Nie zapomnę zawodów gdzie na 1000 startujących, zaskakuje sam siebie i kończę zmagania na 5 pozycji OPEN – to był SZOK ale również potwierdzenie wysokiej formy!

– 1 miejsce w kat. M18 na Mistrzostwach Polski Age Group w Suszu i 14 OPEN na dystansie SPRINT. Ciepło wspominam zdobycie w Suszu Mistrzostwa Polski AG w swojej kategorii wiekowej na dystansie sprinterskim – w sezonie 2019 również zawitam do stolicy triathlonu.

– 2 OPEN w Kraśniku na dystansie Sprinterskim to zawody, które utwierdziły mnie w przekonaniu że mam charakter do walki. Do strefy zmian T2 dojeżdżam z „kapciem” w tylnim kole, po czym powracam na biegu do walki o najwyższe miejsca.

Każdemu życzę sezonu obfitego w sukcesy, ale przede wszystkim zadowolenia z obranej drogi i czasu, który już za nami oraz wsparcia ze strony bliskich, co było moją największą bronią

Jeśli miałbym wskazać jedną cechę, która towarzyszy sukcesom to z pewnością powiedziałbym – wytrwałość. Jeśli systematycznie trenujesz to trening w końcu „odda”.

Mam nadzieję że przeczytanie tego wpisu chociaż w najmniejszym stopniu zmotywuje was nie tylko do sportu ale do osiągania własnych celów życiowych. PIONA!!!

P.S. Jeśli chcecie zobaczyć co u mnie, to wpadnijcie na mój fanpage „Triathlon od kuchni” www.facebook.com/piekarskirafal96