Kacper Krawczyk, lat 20.
Klub: Miejskie Centrum Sportu.
Staż w triathlonie: 2lata 

Rok 2018 zapamiętam na pewno bardzo dobrze, w tym sezonie nauczyłem się najwięcej z wszystkich lat mojej sportowej kariery.
Nauczyłem się że trzeba sumiennie podchodzić do wszystkiego co robimy, nie ważne co to jest, trzeba robić to na 110%.
W tym sezonie zmieniłem swój świat o 180stopni, w trakcie sezonu zmieniłem trenera, klub, zmieniłem dietę, przeszedłem na weganizm zrzuciłem 7kg wagi i ważyłem 62kg. 
Wystartowałem na Mistrzostwach Polski w Duathlonie z celem jednym, a mianowicie medalem do lat 24. Niestety się nie udało, na Mistrzostwach Polski wygrał stres i byłem przez swoją głupotę czwarty! Co prawda jestem bardzo zadowolony z tego wyniku, jest to najlepsze miejsce na Mistrzostwach Polski w moim wykonaniu. Tym startem nauczyłem się pokory i spokoju. Do Mistrzostw Polski w Triathlonie na dystansie Sprinterskim podszedłem już inaczej, nie bałem się tak bardzo jak poprzednio. Podszedłem bardziej na chillu, ale widziałem, że kuleje u mnie pływanie i dostanę na tym etapie po dupsku! Tak też się stało, na metę przybyłem na 11 miejscu do lat 24 z czego jestem też bardzo zadowolony.
Plany na sezon 2019 już w sumie obrane. Teraz solidne przygotowania i praca nad samym sobą i głową która będzie najważniejsza żeby na trasach pokonywać swoje słabości!
Dziękuję bardzo znajomym, którzy są przy mnie, rodzinie, byłemu i aktualnemu trenerowi dzięki którym podnoszę swój poziom sportowy każdego dnia.

Patrycja Meksa (aka Rakieta), lat 18, 
klub: Łódzkie Towarzystwo Cyklistów, 
staż: 4 sezony

Ponieważ w 2017 r. dokonałam w triathlonie wszystkiego, co sobie wymyśliłam zaczynając przygodę z tą dyscypliną, a nawet wcześniej, więc nie bardzo wiedziałam co ze sobą zrobić w 2018 r. Odkryłam, że bieganie jest przereklamowane, natomiast wkręciłam się w kolarstwo torowe, gdzie co prawda jeździ się cały czas w kółko w lewo, ale za to dość szybko, a w dodatku na rowerze bez hamulców i przerzutek. Wystartowałam sobie bez specjalnego planowania w Triathlonie Jeziorsko, który miał być tylko rozgrzewką przed sprintem w Gdyni, a został moją ulubioną imprezą roku 2018. Triathlon Jeziorsko jest nietuzinkowy: na pływaniu nie jest płasko (sic!), na rowerze jest ten cholerny wiatr boczny i dziurawy asfalt, a na bieganiu znowu płasko nie jest. A ponieważ „płaskie jest nudne”, więc już nie mogę się doczekać aż wrócę tam w kolejnym sezonie, bo jest się z czym mierzyć. A poza tym dają piwo na mecie, no czegóż chcieć więcej?