W tym roku Mistrzostwa Polski w duathlonie na
dystansie sprinterskim zawitały do Rawy Mazowieckiej. Bardzo słabe nagłośnienie
imprezy spowodowało, że do ostatniej chwili, sprawdzając listę startową,
wydawało się, że będzie to raczej impreza na poziomie amatorskim, aniżeli
krajowy czempionat. Nic jednak bardziej mylnego! Doskonały termin (ostatni
weekend września) spowodował, że w dniu startu do zawodów zgłosili się wszyscy
najlepsi polscy duathloniści. Wielu obserwatorów oraz sami zawodnicy zgodnie
przyznawali, że dawno nie było u nas tak obsadzonego wyścigu.

Biuro zawodów nie zostało jednak niestety
przygotowane na taki nagły przypływ uczestników. Urządzone w malutkiej klitce
sprzyjało coraz bardziej rosnącej kolejce. Gdy już odstało się swoje, na
uczestników czekał kolejny zawód. I tak już dośc wysoka opłata startowa musiała
bowiem być uzupełniona o dadatkową, 20-złotową wpłatę „za licencję”. W
regulaminie nie było o tym ani słowa, a jako że jednak była to impreza w dużej
mierze przeznaczona dla amatorów, nie każdy się tego spodziewał.

Kolejnym niedociągnięciem były rozmiary koszulek –
po wydaniu niemałej sumy za udział w zawodach, chętnie przyodziałbym pomiątkowy
T-Shirt, tym bardziej, że prezentował się naprawdę pięknie. Niestety mimo
podania w formularzu zgłoszeniowym mojego rozmiaru, zastałem już same L-ki i
XL-ki. A wcale nie przyszedłem na szarym końcu. Zawsze myślałem, że
duathloniści to raczej drobni ludzie, jadnak chyba doświadczenie organizatora
wskazywało na coś innego.

Same zawody na szczęście szybko pozwoliły na
zapomnienie o drobnych niedociągnięciach. Pierwsze co rzucało się w oczy to
bardzo ciekawie urządzona strefa zmian. Rowery parkowało się po obu stronach
drogi na której znajdowała się linia startu, co przywodziło na myśl skojarzenia
z niedawno rozegranymi Igrzyskami Olimpijskimi w Rio de Janeiro.

Piękna oprawa przed rozpoczęciem zmagań obejmowała
odśpiewanie hymnu narodowego oraz wciągnięcie na maszt polskiej flagi. Start podzielono
na 3 tury – najpierw do boju przystąpiła elita mężczyzn, następnie elita kobiet
(obie te kategorie obejmowały również udział juniorów młodszych, juniorów
starszych oraz młodzieżowców), a na koniec amatorzy powyżej 35 roku życia (ci
młodsi chcąc, nie chcąc startowali jako elita).

Pierwszy etap stanowiła runda wokól zbiornika
wodnego, w którym dzień wcześniej odbywał się etap pływacki triathlonu na
dystansie 1/10 IM. Elita z Danielem Formelą na czele ruszyła bardzo mocno – po
kilkuset metrach zegarek wskazywał tempo w okolicach 3:05 min/km. Taka prędkość
skutecznie wybiła ochotę do ścigania z głów większości rywali vice-mistrza
Europy. Na czele uformowała się 4-osobowa grupka liderów, za którą podążali
kolejni zawodnicy walczący o jak najlepszą pozycję w strefie zmian. Była ona
kluczowa dla przebiegu rywalizacji, gdyż regulamin zakładał zezwolenie na
korzystanie z draftingu.

Trasa w większości prowadziła kostką brukową, z
małymi wyjątkami obejmującymi parkowe ścieżki oraz odrobinę piachu. Nie było
też zbyt wielkich przewyższeń, a bardzo dobre jej oznakowanie oraz
wszechobecność wolontariuszy i punkt z wodą usytuowany po około dwóch
kilometrach pozwalały na osiągnięcie wysokiej prędkości. Po około 5,6 km na
zawodników czekały rowery. Tempo biegu Daniela ostatecznie wytrzymał tylko
Sylwester Kluster i w takim oto duecie rozpoczęli oni walkę o tytuł mistrza
Polski.

Na trasę kolarską składały się dwie, około
13-kilometrowe rundy. Wysoka jakość asfaltu i dobre zabezpieczenie znów
zachęcały do utrzymywania wysokiego tempa. Profil trasy sprzyjał jeździe w
grupie – wiele było otwartych przestrzeni, gdzie wiatr wtrącał do sportowej
rywalizacji swoje 3 grosze.

Niestraszny był on jednak Danielowi Formeli, który
„zerwał z koła” swego rywala i samotnie pognał do strefy T2 osiągając kosmiczną
prędkość średnią w okolicach 40 km/h.

Olbrzymia przewaga, którą wypracował na rowerze
sprawiła, że ostatni, prawie 3-kilometrowy bieg był już tylko formalnością. Tym
razem uczestnicy dobiegali tą samą drogą co na początku do punktu z wodą, gdzie
zlokalizowany był nawrót. Stamtąd brakowało już bardzo niewiele do mety, którą
Daniel osiągnął samotnie, dokładnie w czasie 1:06:02. Drugi finiszował
Sylwester Kluster, a podium uzupełnił Maciej Kubiak.

Wśród kobiet walka o tytuł była dużo bardziej
zacięta i ostatecznie Oliwia Kwaśkiewicz wyprzedziła drugą na mecie Justynę
Woźniak jedynie o 10 sekund! Trzecie miejsce zajęła Maria Pytel. Najlepszym
amatorem okazał się Konrad Przedziński.

Jeśli chodzi o oficjalne wyniki to moim zdaniem niepotrzebnie
połączono w jedno zestawienie dwa oddzielne wyścigi (elity i amatorów). O ile w
przypadku zabronionego draftingu miałoby to jakieś wytłumaczenie, o tyle w
Rawie było kompletnie bezzasadne. Następnym razem warto na to zwrócić uwagę.

Rawski Duathlon obnażył jedną rzecz. Pod względem
rangi była to zdecydowanie najważniejsza impreza w sportach wielodyscyplinowych
na terenie województwa łódzkiego w roku 2016. Jak sprawdzili się gospodarze? Mogło
być lepiej 😉

Pokazuje to, że jako województwo dopiero niemal raczkujemy
w sportach wielodyscyplinowych. Na szczęście triathlon szybko zyskuje u nas na
popularności. Wyłaniają się nowe imprezy (w tym roku chociażby Triathlon
Jeziorsko, Triathlon Miejski, Stryków, czy Duathlon Ojszczywilk, zaczynają do
nas zaglądać uznane cykle (Triathlon Energy w Bełchatowie), a dzięki takim
klubom Triathlon Rawa nieustannie wyszukiwani i szkoleni są młodzi adepci tego
sportu. Kto wie, może za kilka lat doczekamy się następcy Daniela Formeli?