Nasza redakcja chciałaby przybliżyć sylwetkę łódzkich triathlonistów, którym nieobce jest bieganie z mapą po lesie. Zanim zaczniemy odpowiedzmy sobie na pytanie co to są te biegi na orientację. Jest to dyscyplina sportu w skrócie nazywana BnO, polegająca na jak najszybszym odszukaniu wszystkich punktów w terenie oznaczonych na mapie. Po więcej szczegółów o tej arcyciekawej dyscyplinie zapraszam na orienteering.org.pl

Naszym pierwszym orientalistą, bo taka potocznie nazywani są zawodnicy tej dyscypliny sportu będzie Marcin Ciupa z Wild Ducks.

Klub Triathlonowy: SNG Wild Ducks

TŁ: parafrazując słynne pytanie: co było pierwsze, triathlon czy biegi na orientację? 

MC: U mnie jednak to triathlon jest wynikiem “biegania za abażurami” (abażur/lampion – nazwa punktu orientacyjnego w terenie), ale rzeczywiście start w Adventure Trophy 2017 pokazał mi jaką frajdą i niekłamaną przyjemnością jest połączenie tych dyscyplin. No i 2 miejsce w debiucie na trasie MM (duety męskie) było wisienką na torcie.

Klub BnO : UKS Orientuś Łódź

TŁ: To ile to już lat biegasz za tymi ”abażurami” i czemu ostatecznie postanowiłeś spróbować triathlonu?

MC: Moja przygoda ze sportem trwa raczej krótko, raptem ostatnie cztery lata. Myślę, że najważniejsze co mam do przekazania to, że każdy, absolutnie każdy może zacząć tę podróż. Niezależnie od wieku (rozpoczynałem po 35 roku życia), wagi (130kg) i praktycznie braku wcześniejszej aktywności….

Wszystko dzięki treningom biegu na orientację, a początki to przypadek. Rozpoczęło się od przywożenia syna na treningi UKS Orientuś Łódź, gdzie podczas jego biegania nadrabiałem zaległości czytelnicze. Po kilku cotygodniowych oczekiwaniach na parkingu pojawiła się idea, żeby samemu zacząć truchtać. Z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc poprawiała się wydolność, wydłużały się dystanse i okazało się, że to bardzo uzależniające. Później zaczęły się starty w zawodach, wyjazdy na Mistrzostwach Polski w BnO i ta pasja trwa do dziś. Predyspozycji do biegania raczej nie miałem, ale nadrabiałem nawigacją i tym, że z zasady nie odpuszczam.

Równolegle do biegania zacząłem jeździć MTB, a z czasem startować w Rowerowych Maratonach na Orientację. Okazało się, że nadrabiam wytrzymałością 😊 Nie mogę szybko, ale mogę długo. Z czasem przyszły też dobre wyniki (Ekstremalny Rajd na Orientację HARPAGAN 24/196 zawodników na TR100km), motywujące do dalszych treningów.

Równolegle do przygody związanej z orientacją, wokół mojego miejsca pracy zawiązała się grupa dobrych kumpli, zapaleńców, którzy trenowali te same aktywności, ale bez mapy. Mówię oczywiście o SNG Wild Ducks. W teamie są i biegacze i rowerzyści, ale także triathloniści. To chyba była największa motywacja do łączenia treningów i dyscyplin multisportowych. Nie zapomnę weekendu, w którym po 130 km na Harpaganie, następnego dnia za namową przyjaciół „dla funu” wystartowałem w duathlonie w Aleksandrowie… i nie umarłem 😊. Dzięki wspólnym treningom i wzajemnej motywacji coraz więcej „Łajdaków” zaczęło przygotowywać się do zawodów triathlonowych: na różnych dystansach od 1/8 po IM, od startów indywidualnych po sztafety.

Nie lubię pływać i to zawsze była bariera wstępu do triathlonu (tego klasycznego), ale gdy tylko pojawiły się informacje o Triathlonie w Skierniewicach nie wahałem się ani chwili. Można powiedzieć, że to był mój debiut w triathlonie (pływanie zastąpione było etapem kajakowym). Po ostatniej edycji Skierniewic podjąłem decyzję o spróbowaniu sił w „prawdziwych zawodach” i rzutem na taśmę stworzyliśmy sztafetę, która tydzień później wystartowała w Triathlonie Stryków. W planach na ten rok był debiut w Ślesinie, ale trzeba to odłożyć na przyszłość, miejmy nadzieję – niedaleką.

TŁ: Jakie widzisz podobieństwa między tymi dyscyplinami?

MC: To co je łączy to treningi multisportowe, wyrobienie nawyków treningowych, konieczność pogodzenia ze sobą innych obowiązków (rodzina, praca), tak aby stanowiło to swoistą równowagę. Ten balans jest niezbędny.

TŁ: Czy myślałeś o czymś więcej niż BnO i triathlon, np. swimrun, rajdy przygodowe?

MC: Pytałeś o rajdy przygodowe. Tak naprawdę to moja największa pasja. To one i treningi kilku dyscyplin równolegle mają najwięcej wspólnego z przygotowaniem do triathlonu. Dla osób niezaznajomionych z tematem to także połączenie kilku dyscyplin w konwencji imprezy na orientację: przeplatające się odcinki rowerowe, biegi, trekking, zadania linowe, odcinki swim&run, kajaki a nawet na najdłuższych trasach rolko-trekking… Zachęcam każdego do spróbowania! W AR (adventure race) właśnie widzę najwięcej podobieństw do triathlonu. P.S. Zachęcam do wciągnięcia w treningi i starty swoich najbliższych. Nie dość, że ułatwia to logistykę to jeszcze pozwala na aktywne spędzanie wolnego czasu we wspólnym gronie.

TŁ: Ja bardzo dziękuję Marcinowi za wywiad, a niebawem zapraszam na kolejny artykuł o naszych orientalistach. Tym razem bohaterami będą Kacper Pawełczyk i Łukasz Ziuta Wójcik.