Jakub Kimmer. Ambitny amator. Sympatyczny gość. Wizytówka naszego
lokalnego tri… i mozna by tak dalej pisać. Znacie go pewnie, więc bez
zbędnego bla bla, zapraszamy na krótką rozmowę z naszym reprezentantem
na najbardziej prestiżowej imprezie triathlonowej
na świecie! 

1. Zdradź mi jakie są Twoje pierwsze wrażenia po przylocie na Hawaje. Zdjęcia nie kłamią?
Zdjęcia nie są w stanie oddać piękna tej krainy. To jest raj na ziemi.
Temperatura bliska 30*C, słoneczko i przepiękne pejzaże malowane ręką
matki natury. Dzikie plaże, bezkres oceanu, rafy koralowe pełne ryb,
żółwi i delfinów, tętniące życiem lasy tropikalne,
zamarłe od tysięcy lat pola lawy. Tu czas się zatrzymał. Nawet jak
pada, jest pięknie…



2. Jak samopoczucie, to fizyczne, przed startem? Jesteś zdrowy, wypoczęty?

Sezon 2018 jest dla mnie wyjątkowo długi, intensywny i zdecydowanie
najcięższy jaki miałem do tej pory. Fizycznie czuję się dobrze. Forma
jest, moc jest, nogi podają i same rwą do przodu, choć na pewno nie ma
takiej świeżości i lekkości jak bym sobie tego życzył.
Mimo ciężkiej pracy, licznych przeciążeń, chorób, potrącenia na rowerze
przez samochód, itp. ostatni dzień wolny bez treningu miałem w
listopadzie. Jest cienka granica pomiędzy szczytem formy a kontuzją czy
przetrenowaniem. Czuję w kościach, że od dłuższego
czasu biegnę wzdłuż owej granicy i momentami jedną nogą jestem już po
drugiej stronie… Powoli odzywają się stare niezaleczone kontuzje i
odliczam dni do tego najważniejszego startu. Jak na amatora przystało, z
braku czasu wiele treningów wykonywałem kosztem
regeneracji. Często rozciągałem dobę do granic możliwości, mało śpiąc i
takie są skutki…

Przed wyjazdem poszedłem do fizjoterapeuty na profilaktyczny masaż
rozluźniający. Raz na rok w końcu nie zaszkodzi 😉 Wizyta była
profilaktyczna. Znasz to uczucie? Boli tu i tam ale biegać się da. Po
masażu usłyszałem, że “piłkarz w takim stanie nie wyszedłby
na boisko”. Daje do myślenia. Triathloniści są chyba jednak z żelaza 🙂


3. A jak psychicznie? Czy jest trema, czy raczej pozytywny stres?

Samopoczucie jest na prawdę dobre. Oczywiście stres jest ogromny ale
urok tego miejsca pozwala na odrobinę zapomnienia o tym co nas czeka.
Najbardziej boję się pogody. Z treningowego punktu widzenia to jest
piekło na ziemi. Niemiłosierny upał sięgający 30*C bez względu na porę
dnia, piekące słońce i wilgotność na poziomie 90%. Sauna! Serio! Deszcz
tu pada codziennie. To są tropiki. Człowiek się
tu poci siedząc na kanapie… Niewyobrażalna duchota…
W Bełchatowie duchota mnie pokonała. Ledwo doczołgałem się na metę.
Uwierzcie mi, tam było chłodno… Tu trzeba pić bidon 0.7/30min
aktywności. Nie wypijesz, nie przeżyjesz…


4. Po “slocie” pewnie zmieniłeś strategię na ostatnie starty w sezonie…

Decydując się na walkę o slota w Holandii miałem świadomość, że do MŚ
będę miał raptem 2 miesiące. To mało czasu. Za mało. Moja strategia na
ten sezon była więc postawieniem na jedną kartę i trenowałem tak, jak
bym tego slota po prostu miał.
Plan miałem prosty. Będzie slot – olewam wszystko i skupiam się na MŚ.
Nie będzie – podreperuję samopoczucie w Malborku. Jak się okazało, udało
się połączyć obydwa scenariusze 😉 Tak mocny start w Malborku nie był
mądry. Dużo ryzykowałem ale potrzebowałem tego
startu aby sprawdzić i udowodnić sobie gdzie jestem.


5. Kiedy przyleciałeś i jakie treningi czekają na Ciebie na miejscu?

Przylecieliśmy w czwartek, po 37h lotu i wielu atrakcjach związanych z
opóźnieniami i przebookowaniami biletów… Mimo wielu problemów
wylądowaliśmy z rowerami. To chyba najważniejsze.
Mieszkam z mocną triathlonową ekipą. Michał Rajca oraz Michał i Olimpia
Wojtyło. Sporo treningów robiliśmy razem, nakręcając się nawzajem.
Głównie były to dłuższe spokojne jednostki, żeby się trochę
zaaklimatyzować. Tu treningi bolą. Przez ostatnie kilka dni
wrzucam totalnie na luz i wszystko to już tylko luźny rozruch.


6. Jaki czas i miejsce wstępnie szacujesz na Konę?

Wielu przyjaciół życzy mi wygranej. Sporo osób pyta czy mam szanse na
podium? Niestety, najmniejszych… Dla mnie nagrodą jest już sama
obecność tutaj zaś zwycięstwem samo ukończenie. Nie mówię tego z
fałszywą skromnością. Żar z nieba pali tutaj tak, że sam
sobie współczuję wysiłku i cierpienia które nas czeka…

Życzymy umiarkowanego cierpienia i mega satysfakcji ze startu. Trzymamy kciuki!