To
5 km pływania, 225 km jazdy na rowerze z przewyższeniem 3000m do
góry i 2600m w dół oraz 55 km (58 km po zmianie trasy) z 4000m do
góry i 3400m w dół. W ostatni weekend spełniło się moje
marzenie, wziąłem udział i ukończyłem ten jeden z
najtrudniejszych triathlonów!


Na wstępnie chciałem
bardzo podziękować mojemu supportowi czyli Ewie Wonko, Konradowi
Grzybowi i Sebastianowi Szczególskiemu – spisali się na medal, bez
nich nie miałbym szans!


Etap pływacki:

Start
godz. 16, wypływamy promem na środek zalewu Orawskiego i po
wskoczeniu do wody na sygnał ruszamy na drugą stronę, gdzie ledwo
widać baner, na który mamy się kierować! Tego etapu najbardziej
się bałem, ponieważ jeszcze nigdy nie przepłynąłem takiego
dystansu i w wodach otwartych lubię czasami popłynąć w szuwary!
He he – nie tym razem… płynąłem prosto jak strzała, nawigując
na wcześniej opatrzone punkty orientacyjne i zawodników przed sobą,
bo baner jakby na złość schował się po wskoczeniu do wody! O
dziwo ten etap był najprzyjemniejszy, woda ciepła, zero problemów.
No może fale i lekki prąd przeciwny utrudniały płynięcie. Efekt
– wychodzę 10 z wody z czasem 1:42, liczyłem 1:30 ale i tak jestem
szczęśliwy. Tu czeka moja cała ekipa którą dyryguje doświadczona
w tri Ewa, co skutkuje że po 9 minutach jestem przebrany, nakarmiony
i opity na rowerze
 

Etap rowerowy:

225
km po górach w większości nocą i jak się okazało z opadami
deszczu oraz niską temperaturą (od 13 do 5 stopni nad ranem).

Nie
byłem przygotowany tak jakbym chciał (zimą uczestniczyłem tylko w
zajęciach prowadzonych przez Tri Daszę, a wiosną, późno,
zacząłem kręcić), ale za to świetnie znałem trasę. Przede mną
było kilka większych podjazdów (Ząb, Bukowina, Szczyrbskie i na
deser Zuberec), kilka chopek i kilka długich zjazdów. Na całej
trasie zrobiłem trzy planowane 10 minutowe postoje, plus zaliczyłem
dwa upadki – bez konsekwencji. Przez cały czas jechali za mną w
aucie Kondzio i Seba, byli nieocenieni, dbali o mnie lepiej niż
matka. Na metę etapu dotarłem o 4:05 po 10h 15 min śr 23km/h czyli
w sumie tak jak planowałem. Byłem na tyle zmęczony że po
przebraniu i posiłku uderzyłem w 40 minutową drzemkę.


Etap
biegowy:

55km
głównie trasą biegu Granią Tatr.

Podczas tego etapu
największy wpływ na wynik miała pogoda i znajomość trasy. W
wyższych partiach gór (powyżej 1800m n.p.m.) wiał silny wiatr,
padał zacinający śnieg, oraz temperatura która spadała poniżej
zera! Szlaki były miejscami oblodzone, ale głównie pokryte
śniegiem lub błotem pośniegowym. Prawie przy każdej próbie
zbiegania leżałem lub ratowałem się przed upadkiem. Na trasie
spotkałem kilku zawodników, którzy zabłądzili (trasa nie była
oznaczona, dostaliśmy tylko wytyczne którymi szlakami mamy biec). W
Ornaku dowiedziałem się o zmianie trasy, jak się okazało walkę z
lodem i zimnem zamieniono na walkę z totalnym błotem, poza tym
trasa wydłużyła się o 3km. Do Moka szczęśliwie dotarłem po 15
h walki (planowałem jakieś12/13h) na 12 miejscu open z czasem
całości nieco ponad 28h 30m.

Harda jest wymagającym
wyzwaniem i należy się do niej dobrze przygotować fizycznie,
mentalnie, logistycznie i finansowo! Ogromne znaczenie ma dobry
support (miałem świetny) i znajomość trasy (wielu zawodników
pobłądziło, szczególnie na biegu!).

Jestem mega
szczęśliwy, że brałem udział i ukończyłem to wyzwanie!
Spełniłem swoje marzenie…