“Boat on Tour”, czyli Wasze opowieści ze startów zagranicznych. Zaczynamy od Darii Ogrodowczyk, która chyba całkiem nieźle bawiła się we Francji 😉 Dzięki za tekst Daria! Miłego czytania.

Na
start w francuskiej miejscowości Gravelines prawdopodobnie nie natknęłabym się
sama. Możliwość udziału uzyskałam wygrywając pakiet na tą imprezę podczas
wyjazdu służbowego do Francji. Wewnętrzna marka produktów triathlonowych w
Decathlon czyli  APTONIA  jest jednym z głównych partnerów tego
wydarzenia. Do wyboru miałam wiele dystansów: XS/S/113/226. Przed rozpoczęciem
sezonu plan na tą imprezę (jak i na cały sezon) był bardzo ambitny. Kontuzja
skupiająca swe objawy wokół mojego biodra skutecznie jednak pokrzyżowała mi
plany. Od połowy kwietnia nie mogłam normalnie biegać a od końca kwietnia nie
biegałam już wcale poza próbami podejmowanymi by sprawdzić czy ból ustępuje.
Odpuszczenie treningów biegowych przyniosło pozytywny efekt w postaci
polepszenia pływania jednak brak startów powodował potężne spadki
motywacji. 

Ze
względu na możliwość darmowego startu zdecydowałam wystartować 30.06 na
dystansie S: 750m pływania/ 20km na rowerze w konwencji z draftingiem oraz 5km
biegania. W miejscowości startu miałam okazję pojawić się dzień wcześniej.The
PAARC Rives de l Aa czyli zbiornik wodny będący torem wioślarskim przywitał nas
ciepłą i czystą wodą. W przeddzień startu zaplanowany był grupowy trening
pływacki dla wszystkich pracowników Decathlon startujących na różnych
dystansach. Wspaniała opcja umożliwiająca zapoznanie się z wodą. Dobre
ustawienie się wzdłuż toru wioślarskiego gwarantowało mi następnego dnia
możliwość rzadszej nawigacji ze względu na linki poprowadzone pod wodą. Fauna i
flora były naprawdę bardzo bogate. 

 Na
myśl o starcie byłam lekko zestresowana jednak wiedziałam, że moja noga może
nie chcieć działać poprawnie i będzie to znaczyło, że muszę zejść z trasy. Dużo
było we mnie motywacji żeby dobrze popłynąć, bardzo mocno pojechać na rowerze,
a biegowo po prostu dotoczyć się do mety. 

Dzień
startu przebiegał bardzo pozytywnie. Od rana rozstawialiśmy obszerne stanowiska
Aptonii a o 13:00 miała rozpocząć się walka. Rozgrzewka tylko wodzie, świadome
odsuniecie się od grupy w celu zredukowania stresu.

Liczenie
zawodniczek, płyniemy na linię startu. Ustawiam się po środku i raczej z
przodu, wzdłuż linii toru wioślarskiego tak by oszczędzać na nawigacji. Nie
lubię dryfować. Dryfujemy już długo, za długo. W końcu! 3,2,1  i ruszamy!

Wydaje
mi się, ze płynę ostatnia (ale zawsze mi się tak wydaje więc nie panikuję).
Robię co mogę by przyspieszać, nie jestem jednak skuteczna. Bojka, druga,
trzecia….ostatnia prosta. 

Po
wszystkim! Wybiegam, patrze na zegarek, ale niestety okazuje się, ze udało mi
się go wyłączyć podczas pływania. 

Czas
pływania sporo poniżej moich radosnych oczekiwań. 14:28 z dobiegiem do
roweru. 

Wiedziałam,
że z wody wyszłam zbyt daleko by złapać najlepszą grupę kobiet na rower. Nie
zniechęcam się i z każdą sekundą naprawdę cieszę się, ze w końcu startuję.
Ruszam na rower. Jest bardzo ciepło, ale również wietrznie. Doganiam dwie
kobiety, nie chcą współpracować. Postanawiam jechać dalej. Widzę kolejne
kobiety, ale one również nie próbują podjąć grupowej współpracy. Odjeżdżam i
już do końca trasy jadę. Uzyskuje czwarty czas roweru. 

Wybiegam
ze strefy zmian goniąc 4 zawodniczkę, za mną 6 kobieta nie wygląda na kogoś kto
poddaje się bez walki. 

Noga
działa! I to jest wiadomość, która wywołuje dużo radości. Nóg moich nie można
jednak nazwać szybkimi. Udaje się uzyskać jednak średnia 4:22/km. Przegrywam 4
miejsce w walce podjętej na finiszu. To ja zostaję jednak sklasyfikowana jako 4
z czasem 1:11 Błędu nie staram się już jednak naprawiać.

Podczas
dekoracji dostaję puchar za zajęcie 2 miejsca w kategorii seniorek. 

Całe
zawody zaskakują ilością młodych osób startujących w triathlonie. Wygrywa
juniorka. Sytuacja powtarza się w męskich wynikach. Również najmłodsi (6-7lat)
mają okazję do startu. Widok walczących maluchów jest bardzo rozczulający.

Następnego
dnia odbywa się start kobiet i mężczyzn na dystansach 113 i 226. Temperatura
wzrosła, wiatr jakby przestał wiać.Miałam wrażenie, że start tego dnia jest
wyjątkowo niebezpieczny. Podziwiam wszystkim którym udało się zmierzyć z
dłuższymi dystansami.

Impreza
świetnie przygotowana. Wiele dystansów do wyboru, trasa bardzo dobrze
zabezpieczona przed wolontariuszy i służby medyczne, punkt nawadniania, strefa
regeneracji przygotowana przez markę Aptonia. Brak medali to minus dla
niektórych startujących na krótkich dystansach XS/S. Być może to po to by
zmotywować do startu na dłuższych dystansach gdzie wręczany jest medal.

Całe
polskie społeczeństwo może uczyć się kibicowania od Francuzów. Tłumy kibiców
zgromadzone w oba dni powodują, że atmosfera amatorskich startów jest bardzo
podniosła. Najbardziej zapamiętam właśnie doping kibiców, ale także cudowną
wodę, w której chętnie jeszcze popływam 🙂

Start
bardzo polecam!

Zdjęcia: http://www.chtriman.com/