Kuba Kimmer i jego come back na Kone

Kuba, udało się, znowu dotarłeś na Hawaje. O ile zasłużyłeś zeszłoroczną formą, to jednak tegoroczny start będzie również prezentem od organizacji...

To fakt. Rzadko się zdarza przepisanie pakietu pod szyldem IM, a już na MŚ jest to niemal niespotykane. Piękny gest z ich strony. Przepisanie pakietu znacznie uprościło tegoroczne przygotowania. Chodzi tu nie tylko o temat dopięcia finansów ale i zaplanowanie wyjazdu było dużo łatwiejsze. Byłem gotowy podjąć walkę o slota w Tallinie, który jest na początku sierpnia. Jak łatwo się domyśleć, znowu wszystko musiałbym załatwiać na ostatnią chwilę.

Jakie nastawienie w tym roku? Czy różni się czymś od tego z roku 2018?

Wbrew pozorom sporo się zmieniło w moim podejściu do triathlonu. Wypadek sporo mnie nauczył, dał lekcję pokory. Inaczej podchodzę do tematu treningów, nie realizuję już ich za wszelką cenę. Staram się przykładać wagę do regeneracji, nie biegam już po nocach jak nie raz to miało miejsce wcześniej.

Jak myślisz, które miejsce na Ciebie czeka w Twojej kategorii wiekowej?

Dam z siebie 110%, to jest pewne. Ciężko jest prognozować, ponieważ moja kategoria wiekowa (30-35lat) jest mocno obstawiona i notuje najmocniejsze wyniki. Trasa kolarska jest niezwykle ciężka. Liczne podjazdy i zjazdy na których rozwija się ogromne prędkości i boczne porywiste podmuchy wiatru. Boję się tych zjazdów okrutnie. Przez dwa pierwsze dni po przyjeździe wiał huraganowy wiatr. Jeździliśmy na górnym chwycie z rękami na hamulcach… Dziś, trzeciego dnia, po raz pierwszy wiatr trochę zelżał i udało się zrobić trening na lemondce… To co tu się dzieje jest niewyobrażalne.

Drugi czynnik to ukrop na biegu. Jak na razie zrobiłem dwie krótkie 7km zakładki po rowerze i za każdym razem cierpiałem niemiłosiernie. Jest jeszcze kilka dni na aklimatyzację. Bez dwóch zdań, wynik tu zrobi ten, kto najlepiej znosi upały. To nie jest Malbork, tutaj chłodno nie będzie.

Opowiedz nam krótko o swojej rekonwalescencji, jak przebiegała...

Generalnie popełniłem chyba wszystkie książkowe błędy przy wychodzeniu z kontuzji jakie tylko mogłem. Depresję po wypadku leczyłem biegając w temblaku z przywiązaną do ciała ręką. Biegać się dało, więc regularne treningi powróciły. Gdy temblak poszedł w odstawkę pojawiły się zawody, no i oczywiście od razu zimowy ultra czy 12h bieg sztafetowy pod ziemią. Od nienaturalnej pozycji w biegu z czasem pojawił się dyskomfort w lewym kolanie a mimo to na wiosnę weszła nowa życiówka w Łódzkim maratonie, gdzie otarłem się o złamanie 2:50. Tydzień po maratonie miałem drobny incydent na basenie i nowa kontuzja gotowa. Kolano nie wytrzymało, tym samym przekreśliłem swój triathlonowy początek sezonu. Na szczęście udało się pozbierać do kupy i wróciłem do gry na dobre.

Jesteś w lepszej formie niż rok temu?

Sezon miałem pełen wzlotów i upadków, ale jest dobrze. Nowa życiówka z Malborka to potwierdza, złamane 8:45 cieszy ogromnie, a i tak nie był to mój dzień jeśli chodzi o etap kolarski. Stać mnie na dużo więcej, co z resztą noga pokazała już tydzień później w Strykowie.

Czego mamy ci życzyć, oczywiście oprócz zdrowia?

Łaskawej pogody na etapie kolarskim. Wiatr jest tu bezlitosny. Wyrywa kierownicę z rąk. Na zjazdach bez problemu łapie się tu ponad 60km/h, a głowa pamięta zeszłoroczny wypadek i oblatuje mnie strach przy każdym mocniejszym podmuchu. Mam za sobą raptem 3 treningi kolarskie na trasie zawodów, a już kilka razy miałem pełne gacie ze strachu… Czekam na otwarcie expo i poszukam jakiegoś karbonowego koła na mały stożek. Taka pamiątka marki ZIPP z Hawajów ;)

Pozdrawiam Cie serdecznie Kuba i już trzymam kciuki!

Dziękuję! Każda para kciuków się przyda :-)

Komentarze