Diabelsko Hardy Michał Jucha

Od redakcji: Michała poznałem wiele lat temu… wtedy jeszcze sporo czasu spędzałem z młodzieżą na Wodnym Raju, nieśmiało pukając do świata triathlonu. Sam jeszcze nie wiedziałem, czy ten świat mi się spodoba. Michał już chyba miał tę świadomość, że będzie nie tylko biegaczem… ale chyba żaden z nas nie myślał o takich wyzwaniach, które stały się dla tego zawodnika niemal chlebem powszednim. Pamiętam, jak Ewą przynosili mi na śniadanie jogurt i pączka… pękałem ;-) Tak samo jak dzisiaj pękam z dumy, mogąc być częścią jego tri-świata. Michał, mimo ogromnego progresu, nadal jest tym sam spokojnym człowiekiem. Skromny, z dystansem, poczuciem humoru. I z głową. Jakże ważną częścią ciała hardego triathlonisty… a patrząc jak wygląda, mogę zaryzykować stwierdzenie, że jest taki  polskim Benjaminem Buttonem ;-)

Siadam teraz, biorę jogurt i pączka i czytam. Was również zachęcam…
Ludwik Sikorski

Pomysł połączenia tych dwóch imprez przyszedł mi do głowy jesienią zeszłego roku :-) dwie takie fajne imprezy blisko siebie, super pomysł na spędzenie urlopu :-D szybka decyzja i od listopada zacząłem przygotowania. Codziennie 2-3h poświęcałem na trening stawiając głównie na rower (piątek Vera, w domu trenażer) oraz pływanie (raz w tygodniu zajęcia u Ludwiczka na zatoce plus 2-3 razy samemu). Biegać zaczynam tak naprawdę od stycznia (w październiku naderwałem poboczne więzadło kolana) i w sumie do imprez nabiegałem około 900km. Do tego dorzucam raz w tygodniu siłownię. Od lutego udało mi się wyjechać 4 razy w góry potrenować, poza pierwszym razem (bieganie i basen) to głównie rzeźbie rower :-) poznaję trasę rowerową Diablaka oraz poraz kolejny przypominam sobie trasę Hardej ;-)

Plan zaburza tylko brak szczęścia w losowaniu na Hardą, ale na dwa tygodnie przed imprezą org daje info na FB, że są dwa wolne miejsca i dzięki czujności mojego suportu szybko zaklepuję sobie miejsce!

W końcu 15 czerwca przed 4 rano melduję się na starcie Diablaka nad zalewem Żywieckim :-) Org tłumaczy nam jak mamy płynąć czyli na wprost i za drugim cyplem mamy skręcić w lewo i kierować na drugi brzeg :-D

Wszystko pięknie tylko nad wodą unosiła się lekka mgiełka i mało co było widać, 

ale po 1h i 6 minutach jako 8 odnajduje wyjście z wody :-) kilka minut w T1 i jestem na rowerze! Pierwsza pętla mija przyjemnie i szybko - 3h 30m (Wiosną najszybciej było 3:45) 5 minut postoju na uzupełnienie płynów oraz jedzenia i ruszam. Druga pętla to już walka z upałem i zmęczeniem, ale nie jest tak źle! Etap rowerowy kończę po 7h 18m.

Po 20 minutach wychodzę z T2, jest przed 13.00, panuje niemiłosierny upał. 34 stopnie,  zero chmurki, a pierwsza połowa biegu prowadzi po asfalcie i lekko pod górę! Próbuję biec, pierwsze kilometry są nawet poniżej 6min/km. Po jakiś 7km jestem ugotowany! Dobrze że Sebastian (suport) ze mną biegnie! Stara się jak może, motywuje, podaje wodę i polewa mnie. I takim marszo-truchtem docieramy do punktu w Korbielowie. Jest 16 i wcale nie jest chłodniej, teraz zaczynają się góry, poza tym w lesie będzie chociaż trochę cienia. 

Jestem świadomy że walczę o limit (22 Babia Góra). Po pół godzinie ruszam z Konradem drugim suporterem na trasę. Na początku idzie nam się ciężko, miejscami błądzimy, trochę przedzieramy się przez jakieś wiatrołomy ale po pewnym czasie rozkręcamy się i o 21:37 melduję się na Babiej :-)

Diablak 17h 37m 19 open 
Pływanie 3400m 1:05:50
Rower 180km 7h 18m 3200m przewyższenia 
Bieg 45km 8:58 2400m do góry 1000m w dół. 

Przenosimy się w okolice Tatr i mamy 6 dni na regenerację i przygotowania przed Hardą. 

21 czerwca o 13.00 melduję się w biurze zawodów, bez problemów odbieram pakiet! Szybkie ostatnie przygotowania, obiad i nawet mam czas żeby chwilę odpocząć. Po 15.00 zaczyna się całe szaleństwo, czyli zbiórka, ostatnia odprawa, zdjęcia i w końcu wejście na stateczek. Wypływamy na środek zalewu Orawskiego i chlup do wody, teraz już nie ma odwrotu! 

Godzina 16. 

Odliczanie i org daje sygnał! I mam problem!!! 

Pasek od mojej bojki jest za luźny, co chwilę muszę podciągać pasek! Parę ruchów i znowu, jestem wściekły! Nie mogę złapać rytmu, próbuje ściągnąć pasek ale samo znalezienie sprzączki w wodzie jest trudne! Poddaję się, próbuje tak płynąć ale w końcu w połowie dystansu zatrzymuje się i próbując nie utopić się udaje mi się poprawić ten cholerny pasek! Ruszam dalej i od razu lepiej! W tym roku wiatr jest z tyłu i fale nam sprzyjają. Po 1h 40m i 5200m wychodzę z wody bardziej wściekły niż zmęczony. T1 całe 10minut i ruszam dalej! 

Pierwsze km na rowerze to dramat! Mam jakiś totalny kryzys mentalny… Do tego co chwila mnie ktoś wyprzedza! Cały czas powtarzam sobie  „kręć Michał kręć!”. Noga nie podaje, głowa się poddaje… dramat! Chłopaki podjeżdżają z pytaniem co jest? Krzyczę że jest źle, że dużo piję i może się rozkręcę! Jadę dalej, zaczynamy podjazd pod Ząb. Na początku jest jeszcze źle, ale na stromym fragmencie zauważam że zaczynam się zbliżać do gościa przede mną i oddalam się od innego! Następuje przełamanie, nagle wszystko się zmienia odzyskuje moc siłę i głowa zaczyna pracować! Od Zębu jadę jak w transie tylko wyprzedzam. Chłopakami tylko dyryguje gdzie mają stać z bidonem i naleśnikiem, nie zatrzymuje się tylko biorę w locie! Napieram. Kondzio po pewnym czasie pyta czy nie przesadzam? Krzyczę, „że jest dobrze, trudno najwyżej umrę, ryzykuję!” Jedzie mi się bardzo dobrze nakręcam się z km na km! Na zjazdach mimo słabego oświetlenia szaleję, chłopaki doświetlają mi długimi drogę! Liptowski 160km za mną. Czuję zmęczenie, ale daleko mi do stanu z przed Zębu! Teraz czeka na mnie trudny podjazd Zuberec! Naleśnik i naprzód.

Jest po północy, cisza spokój tylko słyszę swój oddech i równe kręcenie. 

Najważniejsze nie podpalać się tylko równo jechać! Tuż przed szczytem doganiam kolejnego rywala i zjazd! Znam drogę a więc jeszcze dokręcam. Ostatnie km to już spokojnie, trochę pada trochę mgły, chłopakom mówię żeby jechali już na T2 i przyszykowali wszystko. Około 3 w nocy po 9h 7minutach(o ponad godzinę szybciej niż rok temu) docieram do Chochołowskiej, 225km 3200m przewyższenia bez zatrzymania dupsko trochę boli i jestem zmęczony ale postanowiam jak najszybciej wyjść! Przebieranie się, jedzienie, picie, plecak i na przód! O dziwo mogę biec ale po około 2km dopada mnie senność i nie pamiętam kolejnych trzech. Nagle w pół śnie słyszę Gośke moją suporterke, która wybiegła po mnie że schroniska. Całe szczęście! Od razu lepiej, zagdauje mnie, nadaje tempo! Zaczynamy podejście jest ciężko ale dzięki Gośce idziemy żwawo! Na zbiegach staram się bardzo nie odstawać ale i tak Gośka co chwilę na mnie musi czekać. Po 6h 10m (szybciej o pół godziny niż rok temu) docieramy do Ornaka 25km i trudny odcinek za mną! Kurtki odpoczynek uzupełnienie zapasów i dalej napieramy. Teraz wychodzimy na Ciemniak 6km i tysiąc metrów do góry, od połowy podejścia słyszymy nieopodal burzę. Jest ciężko ale ten dodatkowy doping robi swoje. Od Ciemniaka lecimy granią można biec od razu lepiej, znowu zaczynam wyprzedzać. Przed Kasprowym dołącza do nas Konrad a w Murowńcu Sebcio i tak w trójkę dobiegniemy do mety. Krótki postój na jedzenie i lecimy dalej na Krzyżne. Najtrudniejsza przełęcz przed nami, ale po 1h45m jesteśmy na górze i tutaj czeka na nas nagroda! Do tej pory było pochmurno, padało, a tutaj słońce i cała dolina pięciu stawów przed nami! Aż żal się ruszyć, chłopaki zachwyceni robią fotki, a ja z Gochą napieramy. 


Zejście z Krzyżnego jest strome i niebezpieczne, moje buty mi też tego nie ułatwiają, co skutkuje rozpaczliwym ratunkiem przed upadkiem! Leżę ale jestem w miarę cały, jedynie znaczę szlak „farbą!”

Wkurzony docieram do piatki, stąd zostało ostatnie 4km i jedna przełęcz i zbieg. Tutaj pojawia się napinka przed finiszowa, przede mną jest pierwsza kobieta a za mną kilku panów! Wszyscy ostro napieraja, koleżankę mam już na wyciągnięcie ręki ale jej suport się orientuje i przyspieszają. Na mecie meldują się minutę przed nami! Po 26h i pół godzinie jestem szczęśliwy i cały w Moku! 13 open 55km i 15h 37m 4500m do góry i 4000m w dół.

Michał Jucha

Fotografie:
Jacek Moćko 
Pietruszka Fotografia 
Michał Złotowski 

Mój Suport:
Konrad Grzyb Diablak i Harda 
Sebastian Szczególski Diablak i Harda 
Małgorzata Rutkowska Harda


Komentarze